Korona Kielce - Broń Radom 25.03.95

O godzinie 13.30 spod hali Broni wyruszył autokar z 60-osobową grupą szalikowców Broni. Podróż do Kielc przebiegała szybko i w miarę spokojnie. W centrum Skarżyska jeden z kibiców Broni, z pędzącego autobusu bardzo zręcznie przycelował jajkiem w głowę chłopaka, który stał na przystanku. Po wjeździe do Kielc kilku naszych chłopców pokazywało przez okna autobusu gołe dupy. Na stadionie dołączyło do nas jeszcze trzech kibiców Broni Rozwiesiliśmy swoje trzy duże flagi i zajęliśmy swoje miejsca w sektorze. Spodziewaliśmy się dużej grupy kibiców Korony. Ich młyn można było ocenić na 90-100 osób. Na siatce wywiesili flagę Polonii Warszawa i dwie swoje żółto-czerwone. W przerwie przyszły do naszego sektora dwie dziewczyny z Kielc. Przeszły między ławkami i jedna z nich złapała chłopaka od nas za jaja (!). Jej zamiary do dziś pozostały niewyjaśnione. Nawet opiekujący się nami policjanci byli zdziwieni tą sytuacją. Na sektorze Korony wybuchła petarda. Po chwili jeden ze "scyzoryków" został wyprowadzony. My w tym czasie krzyczeliśmy "Zostaw kibica...", a szalikowcy Korony w tym samym czasie puszczali na nas wiąchy (?). Po skończonym meczu, który przegraliśmy 1:0 piłkarze Broni podbiegli do nas i podziękowali za doping. W drodze powrotnej, przed Skarżyskiem opanowaliśmy zajazd, z którego wystaw wkrótce zniknął towar. Jeden z kolesi podniósł wazon z kwiatami, który był przekazywany z rąk do rąk. Towarzyszyła temu piosenka "Puchar jest nasz, puchar do nas należy". Kierowca autobusu dostał od nas kwiaty stanowiące wystrój zajazdu. Wkrótce przyjechaliśmy pod halę Broni i rozeszliśmy się do domów.

Broń Radom - Górnik Łęczna & Radomiak Radom - Avia Świdnik (opis kibica Avii)

Ze Świdnika wyjechaliśmy w 14 osób pociągiem o 6.21. Po drodze piliśmy piwo i wódkę i śpiewaliśmy pieśni klubowe. W Radomiu czekało na nas kilku chłopaków z Broni. Zaprowadzili nas na Młodzianowską, gdzie popijając wódeczkę oczekiwaliśmy przyjazdu fanów Polonii Warszawa. Kibice "Czarnych Koszul" przyjechali w 9-cio osobowym składzie. Jako, że szalikowcy Broni są ochroniarzami meczu, na stadion weszliśmy za darmo. Kibice Broni stawiali piwo i wódkę. W II połowie autokarem przyjechało 32 kibiców Górnika Łęczna. Po meczu obrzuciliśmy kamieniami autokar gości, ale szyby mają całe. Doszło do małej szarpaniny z psami. Poszliśmy do lokalu kibiców Broni, żeby poczekać na mecz z Radomiak-Avia. Podchmieleni szalikowcy Avii zaczęli się awanturować. Zaraz zjawiło się 8-9 policjantów. Wyszliśmy ze śpiewem na ustach "zawsze i wszędzie policja jebana będzie". Psy zaatakowały, lecz połączone siły szalikowców Broni, Polonii i Avii postawiły się twardo. Ta zadymka wypadła zdecydowanie na naszą korzyść. Bez wyjątku, wszyscy policjanci dostali baty. Z kilku stron miasta dało się słyszeć syreny. Zaczęliśmy się ewakuować, naliczyłem z ukrycia 16 radiowozów. Kibice byli bici i podduszani! Psy ukradły wiele szalików. Na izbie wytrzeźwień znalazło się l3 kibiców Avii, 4 z Polonii i kilku z Broni. Niektórych skatowanych kibiców, chłopaki z Broni odebrali w niedzielę po południu (mecz był w sobotę). W tym czasie 10 kibiców Avii przyjechało pociągiem i udaliśmy się na stadion Radomiaka. Przed stadionem stali kibice "ZIELONYCH", ale nic się nie burzyli. W II połowie dojechał autokar z grupą 60 szalikowców Avii. Razem było nas ok.80 szala z Avii, 27 z Broni i kilku z Polonii Warszawa. Młyn Radomiaka nie liczył nawet 200 osób. Flag też nie mieli dużo, mieliśmy więcej. Podczas meczu nikt nie próbował wykręcić awantury. Przez cały dzień chodziliśmy po Radomiu w szalikach Avii i oprócz szali Broni nie było widać innych z tego miasta.

RADOMIAK - AVIA 25 maja 1995 r.
Pojechaliśmy na ten mecz pociągiem o godzinie 6.21. Po drodze śpiewaliśmy i piliśmy alkohol. Z kanarami był spokój. W Radomiu czekało na nas trzech kibiców Broni. Tego dnia odbywał się też mecz Broń - Górnik Łęczna i fani Broni zaprosili nas na to spotkanie. Przed meczem większość z nas zażyła środki dopingujące (alkohol). Około godziny 9.30 poszliśmy po fanów Polonii Warszawa, którzy mieli przyjechać. Po drodze rozgoniliśmy grupkę jakichś subkulturowców, a później ja z kumplem pogoniliśmy trzech fanów Radomiaka. Z Polonii przyjechało siedmiu fanów. Poszliśmy na pierwszy mecz. Na stadionie Broń stawiała piwo. W drugiej połowie przyjechali fani Górnika (32 osoby + 4 z Motoru). W czasie meczu nic ciekawego się nie działo. Po meczu obrzuciliśmy autokar fanów Górnika, ale żadna z szyb chyba nie pękła. Psiarskie skręciły kogoś z Broni, ale kiedy się postawiliśmy wypuściły go. Fani Broni zaprosili nas do jakiegoś lokalu na browar. W czasie balowania które trwało około godziny przyjechały psiarskie. Podobno lokatorzy z budynku w którym urzędowaliśmy skarżyli się że za głośno śpiewamy. Zawsze i wszędzie policja jebana będzie!!! Szybko zrobiła się z tego zadyma. Po jakimś czasie zjechało się kilka busów i psy nas rozgoniły. Zwinęli dziesięć osób od nas, pięć z Polonii i kilku z Broni. Po zadymie dojechało jeszcze dziesięciu fanów Avli. Ci, których złapali psiarskie zostali skatowani na komendzie.
Na stadionie było nas około 50 osób. Pod koniec pierwszej połowy dojechało jeszcze około 35 fanów Avii i łącznie było nas prawie 90. Po meczu wszyscy z Avii odjechali do Świdnika, a ja zostałem z kibicami Polonii i Broni.
W Świdniku byłem o godzinie 7 rano. Był to super wyjazd. Zauważyłem jednak coś dziwnego. Chodziłem po Radomiu sam w szalu Avii l nikt nie tknął mnie palcem. Na stadionie i dworcu to samo. Myślę, że fani Radomiaka tracą punkty w "Lidze hool's".

STAL NOWA DĘBA - BROŃ RADOM
Z braku innego transportu musieliśmy pojechać z piłkarzami. Mecz był w niedzielę, a odległość ok.220 km. Na stadionie w Nowej Dębie stawiło się 18 kiboli Broni. Kulturalnie (chociaż bez biletów) weszliśmy na stadion. Sektor, który zajmowaliśmy był doszczętnie zdemolowany. Okazało się, że to robota kiboli KSZO Ostrowiec z poprzedniej kolejki. "J" zabrał ze sobą siekierkę, przy pomocy której porąbaliśmy ławki i zrobiliśmy sobie ognisko. We wsi rozniosło się, że wandale z Radomia demolują i pałą ławki. Ku naszemu zdziwieniu przyjeżdża policja (1 radiowóz) i straż pożarna. Gasimy ognisko, lecz policjanci nie zgadzają się na trzymanie siekiery przez "J". Ten odnosi ją na ławkę rezerwowych. Po mszy (mecz był zaplanowany 15 min. po sumie) schodzą się tubylcy. Z ich zachowań widać, że nie lubią obcych. My rozbieramy się do pasa i bawimy się świetnie. W przerwie przyszła kasjerka i upomina się o bilety. Szybko robimy zrzutę. "C" widząc sporą ilość pieniędzy ogłasza, że zostaną one przeznaczone na napoje orzeźwiające, które kupujemy w miejscowej gospodzie. Słońce robi swoje. Pod koniec meczu część składu odpoczywa w kącie sektora i odmawia powrotu do Radomia. Trener nie bardzo chce nas zabrać do autokaru. Pierwszy przystanek i od razu spray idzie w ruch. Mieliśmy pecha na obiedzie w tym zajeździe przebywała grupa policjantów (starszych rangą) mających jakiś zjazd w Tarnobrzegu. Właściciel zajazdu w krzyk. pałkersi wyskakują z zajazdu i część kibiców ucieka w las. Po pół godzinie autokar z piłkarzami odjeżdża. Jeden z chłopaków śpi pijany w zajeździe, a trzech ludzi bez koszulek, ale z nieszczęsną siekierką stara się złapać okazję. Z opowiadań pomeczowych dowiaduję się, że do Radomia wracali piechotą, chłopską furmanką. PKS-em i pociągiem. W Radomiu byli o 4.50. Od tej pory siekierka jest na każdym meczu.