Wiosna 2003

1. POWIŚLANKA LIPSKO - BROŃ RADOM

Na inaugurację sezonu do Lipska wybrało się 13 fanów Broni. Część podróżowała autami a część PKS-em. Na miejscu oczywiście popijawka z ziomalami z Lipska. Ponadto nie działo się nic ciekawego. Nie było młyna ani dopingu poza kilkoma okrzykami. Po meczu pojechaliśmy obok stadionu Radomiaka (grali mecz z Targówkiem) ale tam zobaczyliśmy ok. 30 osobową ekipę Radomiaka pod stadionem i pojechaliśmy w swoją stronę. Podziękowania dla chłopaków z Powiślanki za przyjęcie.

2. BROŃ RADOM - RADOMIAK PP

Dopiero za czwartym podejściem udało się rozegrać derby Radomia. Wcześniej na przeszkodzie stawały psy oraz warunki atmosferyczne. Mimo, że były to pierwsze derby od 5 lat to w naszych szeregach nie widać było mobilizacji. W dniu meczu dużo osób miało "coś do załatwienia" jakby derby były sprawą zupełnie drugorzędną. Nawet nie mieliśmy ekipy by przeczesać autobusy z Borek i Ustronia, którymi mogli jechać gołębie na zbiórkę. Tak więc w środowe popołudnie na mecz z odwiecznym rywalem zebrało się nas bardzo niewielu. Ponadto wspomogło nas 14 fanów Hutnika, 3 z KSP i 2 z Powiślanki. Potem dojechało jeszcze 4 kibiców Avii. Z miejsca zbiórki na Solskiego wyruszyliśmy na stadion w około 30 (w tym Hutnik) co jest liczbą po prostu śmieszną. Chyba nikt nie spodziewał się aż takiego kryzysu w naszych szeregach. Niestety Radomiak tego dnia zrobił mobilizacje. Wyruszyli spod własnego stadionu (co ciekawe tym razem nie zbierali się na Placu Jagiellońskim bo chyba liczyli się z możliwością naszego wjazdy na plac - nawet oni nie myśleli, że z nami tak cienko) w ok. 200 bez żadnej obstawy !!! Pierdolone psy nawet się nimi nie zainteresowały. Potem do ekipy gołębi dołączały kolejne osoby. Na stadion weszli z bramą przy biernej postawie psów!!! Gdy my dochodziliśmy do stadionu od strony parku, zauważyliśmy gołębiarzy na stadionie udających się na nasz sektor!!! Dla nas widok masakrujący ale sami sobie byliśmy temu winni. Gdy nas zobaczyli część z nich zeszła do płotu. Zaczęli nas wyzywać, z obu stron poleciały kamienie i inne przedmioty. Nikt nie odważył się sforsować płotu choć było ich kilka setek a nas kilkudziesięciu (należy jednak dodać, że Radomiakowi w tym momencie bardziej zależało na opanowaniu naszego pustego sektora niż na awanturze a ponadto ogrodzenie na naszym stadionie nie jest zbyt łatwe do przeskoczenia). Po chwili od płotu odgoniła nas Straż Miejska. Udaliśmy się pod bramy. Tam okazało się, że na stadionie nie ma psów. Staliśmy pod bramą i nie wiedzieliśmy za bardzo co mamy zrobić a było nas ok. 50 choć trudno to oszacować. Nikt nie był przygotowany na taką ewentualność. Kilkadziesiąt osób próbowało wjazdu z bramą ale tym razem psy zareagowały momentalnie. W tym momencie stało się jasne, że jako ekipa na derby nie wejdziemy. Kibice Hutnika postanowili wracać do domu (został z nami tylko jeden kibic z Huty-szacunek za taką postawę). Ta nasza megawpadka derbowa praktycznie zakończyła kilkuletnią zgodę z Hutą. Na stadion weszło tylko kilkanaście osób z Broni w dodatku rozproszonych na mniejsze grupy. Reszta poszła na osiedle. Na stadionie gołębie zaatakowali w ok. 40 grupę kilku małolatów od nas (naszym pomogło kilku starszych). Nasi wyłapali trochę strzałów i kopów ale najważniejsze, że się postawili. Awanturę zakończyły psy. Potem juz na meczu nic się nie działo. Radomiak spalił flagę "Broń on Tour", duży proporczyk Broni i dywan z naszych 50 szali. Ciekawe skąd wzięli aż tyle naszych barw skoro twierdzą, że na mieście nikt nie chodzi w barwach Broni. Po meczu kilku od nas oddało gołębiom ich flagę zajebaną z magazynu. W ten sposób udowodniliśmy, że do naszego honoru nie można mieć zastrzeżeń. Tak zakończyły sie najgorsze dla nas derby w historii. Nasza bardzo słaba postawa i ulgowe potraktowanie przez psów ekipy Radomiaka sprawiły, że zaliczyliśmy jedną z największych jeżeli nie największą porażkę kibicowską. Jeżeli jako ekipa doczekamy następnych derbów to musimy zrobić wszystko by podobna sytuacja nie miała miejsca!!!

3. SZYDŁOWIANKA SZYDŁOWIEC - BROŃ RADOM

Trzy dni po derbach przyszło nam grać w Szydłowcu. Po meczu z Radomiakiem każdy miał dość kibicowania. Jednak kilku najwierniejszych fanów postanowiło udać sie do Szydłowca. Załatwiliśmy sobie busa i mieszanym składem (4 młodych i 5 starszych) pojechaliśmy na wyjazd. Po stadionem byliśmy na kilkanaście minut przed meczem. Wyszliśmy z pojazdu i żeby nikt nie miał wątpliwości skąd jesteśmy, głośno wyraziliśmy swoje przywiązanie do klubu z Narutowicza. Miejscowi nie odważyli się nas zaatakować (byli również przed stadionem a my nie mieliśmy żadnej obstawy). Podeszliśmy pod główną bramę a stamtąd skierowano nas do bocznego wejścia. Zakupiliśmy bilety i psy zaczęły nas rewidować...wykrywaczem metalu. Oczywiście kos i siekier nie znaleźli. Po wejściu na sektor wywiesiliśmy flagę "Łowcy Psów" wykonaną z szalików Radomiaka. Mecz to ogólnie nudy. Na przeciwległej trybunie zebrali się miejscowi. Ich liczbę trudno oszacować, gdyż siedzieli miedzy zwykłymi ludźmi. Na początku wywiesili tylko flagę w barwach narodowych, a gdy zorientowali sie, że nas więcej nie przyjedzie, pojawiła sie również flaga w barwach Szydłowianki. Kibice Szydłowianki tym razem nie prowadzili dopingu i co dziwne nawet na nas nie bluzgali. W przerwie meczu chodziliśmy sobie po murawie a organizatorzy uraczyli publiczność muzyką disco polo, co nam się bardzo spodobało:) Potem jeszcze solidnie wynudziliśmy się oglądając drugą połowę. Przed końcem meczu miejscowi zdjęli swoje fany. My ze zdjęciem naszej poczekaliśmy do zakończenia spotkania. Gdy zwijaliśmy flagę, zobaczyliśmy, że kilkunastu kibiców z Szydłowca biegnie do nas przez murawę (chyba przypomnieli sobie, że jesteśmy ich największą kosą). Ponieważ flaga była rozwinięta a nas było tylko 4 do bicia więc musieliśmy się ewakuować (w tempie jednoznacznie wskazującym na bieg) za ogrodzenie stadionu. Tam przejęły nas psy. Tu należy dodać, że chcieliśmy uciec do busa a nie do psów a kibicom Szydłowianki należy przypomnieć w tym miejscu, że po ich jedynym samodzielnym wyjeździe na Broń (to znaczy bez pomocy Radomiaka) nasz stadion opuszczali w policyjnym transporterze! Miejscowi wychodzący ze stadionu nabrali chyba ochoty do walki (ponieważ nas było 4 to byli bardzo odważni) ale nie mogli nic zrobić bo mieliśmy obstawę. Ograniczyli sie jedynie do bluzgów na nas i nasze miasto (kompleksy robią swoje). Wsiedliśmy do busa, za którym poleciał jakiś kamień i na tym skończyły sie atrakcje tego dnia. Podsumowując był to nawet ciekawy wyjazd. Szkoda troche, że musieliśmy ratować flagę, co uniemożliwiło nam podjęcie walki z Szydłowianką (rok wcześniej podczas naszej wizyty w Szydłowcu przy wyrównanej ilości ekip, miejscowi nie przejawiali żadnej ochoty do walki a uciekając zgubili flagę). Troche lipa, że daliśmy miejscowym satysfakcje pogonienia nas ale najważniejsze, że pokazaliśmy swe przywiązanie do barw czym zaskoczyliśmy tych którzy skreślili nas po derbach (chodzi mi w szczególności o gołębi, którzy sądzili, że do Szydłowca raczej sie nie wybierzemy).

4. BROŃ RADOM - ZWOLENIANKA ZWOLEŃ

Bez przyjezdnych, młyna i dopingu dla naszych orłów. Ogółem nudy.

7. MIRAX BIERWCE - BROŃ RADOM

Na różne sposoby do Bierwiec dotarło 10 fanów biało -czerwono -niebieskich. Miejscowi nie byli zbyt agresywnie do nas nastawieni więc piknikowaliśmy sobie wokół boiska (bo nie można tego nazwać stadionem). Niektórzy popijali to i owo co ewidentnie przyczyniło się do chęci dopingowania naszych orłów. Tak więc w końcówce meczu można było usłyszeć doping dla naszej drużyny. Ponadto odpaliliśmy dwie race. Jedna raca wylądowała na boisku. Pobiegł ja odrzucić pijany fan Broni. Zrobił to tak niefortunnie, że zaliczył niezłą glebę, co rozśmieszyło połowę publiki a nas w szczególności. Po meczu wracamy do aut. Jakiś gość zaczął sie dopytywać miejscowego piłkarza o kibiców przyjezdnych. My to usłyszeliśmy i natychmiast podbiliśmy do typa. Za nim wstawiło się kilku następnych chamów żądnych wrażeń. Nie wymiękliśmy mimo ich zdecydowanej liczebnej przewagi ale po chwili sytuację opanowało kilku psów i strażaków. Na odjezdne wznieśliśmy kilka okrzyków na cześć naszego klubu i przypomnieliśmy miejscowym, do którego miasta wybierają się zazwyczaj na zakupy. Po wyjeździe dowiedzieliśmy się, że na naszym meczu był zwiad z Radomiaka ale nie ustawili się na nas na trasie, gdyż nie mieliśmy flag. Tym razem nam darowali ufff...


6. BROŃ RADOM - SARMATA WARSZAWA

Mecz bez kibiców przyjezdnych. Nie wiadomo czy Sarmata ma kibiców ale za kilka lat może się okazać co innego. Podobnie było z kibicami AZS-u i Olimpii Warszawa. Gdy przyszło nam grać na Broni z tymi ekipami to nikt nie przyjechał. A teraz można poczytać (chociażby w "TMK") o Olimpii jeżdżącej na wszystkie wyjazdy i konkretnej ekipie chuligańskiej AZS-u.

7. PROMNIK ŁASKARZEW - BROŃ RADOM

Przed tym meczem mieliśmy problemy ze zorganizowaniem sie na wyjazd. Wydawało się, że wypadnie nam pierwsze w tej rundzie zero wyjazdowe. Jednak pojechało kilka pojedynczych osób.

8. BROŃ RADOM - WICHER KOBYŁKA

Na tym meczu było wiele emocji ale głównie sportowych. Nazwa naszego rywala wzbudza powszechny śmiech. Jednak niektórym z nas nie było do śmiechu, gdy Wicher w drugiej połowie strzelił bramkę na 3:1. Nerwy puszczają, gdy drużyna o takiej "wspaniałej" nazwie ogrywa byłego drugoligowca na jego boisku. W tym momencie Ch. od nas nie wytrzymał i wbiegł na boisko. Z drugiej strony płyty pojawiło sie trzech ochroniarzy ale odpuścili sobie interwencję, gdy zobaczyli kolejne osoby szykujące sie do wjazdu na murawę. Po chwili sytuacja się uspokoiła i nasi piłkarze wzięli się za grę. Przy wyrównującej bramce dla Broni (był to gol z gatunku tych co piłka odbija się od poprzeczki potem od murawy i wychodzi w pole) sędzia nie miał dużego pola manewru i musiał gola uznać. Zdawał sobie sprawę, że nie uznanie tej bramki może w konsekwencji spowodować poważne straty w jego uzębieniu. Chwilami mecz wywoływał takie emocje, że naszych orłów dopingowała cała trybuna główna!!! Ostatecznie spotkanie zakończyło sie wynikiem 3:3 a goście kończyli mecz w 8. Na meczu obecnych było 3 naszych ziomali z Lipska. Po meczu nasi balowali z Powiślanką w knajpie. Dziękówa za przybycie.

9. PODLASIE SOKOŁÓW - BROŃ RADOM

Nie planowaliśmy wyjazdu do Sokołowa bo w tym dniu mieliśmy udać sie na derby Warszawy. Niestety na skutek nie dogadania sprawy wyjazdu na derbach się nie pojawiliśmy ale na własną rękę na Konwiktorską dotarło 2 starszych fanów naszego klubu. Szkoda małej liczby na derbach i szkoda pierwszego w tej rundzie zera na meczu Broni.

10. BROŃ RADOM - MAZUR KARCZEW

Na meczu nudy. Nas na sektorze kilkanaście osób. Co ciekawe pierwszy raz w tej rundzie na płocie pojawiły sie 2 flagi (jedna Broni i brytyjka Powiślanki) a do tego nasi piłkarze odnieśli efektowne zwycięstwo (również po raz pierwszy w tej rundzie). Niektórzy żartowali, że dobra forma naszych orłów była spowodowana obecnością flag na płocie.