Mazowsze Grójec - Broń Radom

Termin naszego pierwszego wyjazdu w IV lidze nie przypadł nam za bardzo fortunnie. Nie dość, że mecz z największym wrogiem w lidze wypadł w środku wakacji to jeszcze tym dniem był wtorek kończący czterodniowy weekend. Ale to jeszcze nie koniec kłopotów. Przez tydzień bezskutecznie szukaliśmy firmy, która zechciałaby wypożyczyć nam autokar lecz wszyscy stanowczo odmawiali. Nie pomogły argumenty pieniężne. W Radomiu i okolicy uważają nas za dzicz. Dopiero późnym wieczorem w poniedziałek zdołaliśmy zdobyć transport i pozostało nam kilkanaście godzin na zebranie ludzi i kasy. Na miejscu zebrało się nas 46. Nastroje panowały takie, jakbyśmy jechali na wojnę. Bez strachu, ale każdy był czujny i przygotowany do walki z burakami. Na 11 km. przed Grójcem policja nakazuje zjechać naszemu kierowcy na parking przy zajeździe "Pod brzozami". Na miejscu widzimy 5 transporterów psów i brygadę antyterrorystyczną. Rewizja osobista i przeszukiwanie autokaru w wyniku czego pozbywamy się kilku noży, pałek i butelek. Pod eskortą jedziemy do samego Grójca. Młynek miejscowych bardzo żałosny, liczący ok. 20 szala. Mieli za to kilka fajnych szali Mazowsza. Obustronne bluzgi, 2 razy sprowokowaliśmy ich do ataku i dwukrotnie natychmiast wrócili na miejsca. Przez całą drogę powrotną eskortowały nas 2 transportery. Pod halą Broni zaczynamy się rozchodzić i nagle początek naszej grupy zawraca ze znaczną prędkością, Ze stadionu wybiega ponad 30 mutantów z okrzykiem "LEGIA WARSZAWA TEDDY BOYS ŻOLIBORZ*. Jak się okazało przyjechali w 7 samochodów. Kilka kopów i strzałów z obu stron i już niestety jesteśmy w odwrocie. Pośpieszna narada mająca na celu zebranie lepszej ekipy doprowadza jedynie do tego, że kilka osób spotyka się w barze na skwerku. Całe szczęście, że urzędowała tam ekipa Karakana. "Teddy Boys" wpadli i trochę się nacięli na naszych starych. Kilku z nich dostało po mordach ale i nasi ucierpieli. Zaczynają się zjeżdżać psy i Legia się wycofuje. Krążyli po Plantach jeszcze do 22. "Teddy Boys" to bardzo dobra bojówka. W zeszłą sobotę na Gwardii w 20 osób przejechali się po 70 hools z Radomiaka, którzy praktycznie nie stawiali oporu. Tym razem konkretnie pogonili nas. Przygotowali się bardzo dobrze, nawet mieli założone szczęki bokserskie. Bez wątpienia zrobili bardzo dobrą akcję.

Szydłowianka Szydłowiec - Broń Radom

Do Szydłowca jedziemy wypełnionym autokarem w 56 osób i dojeżdżają jeszcze 4 samochody z szalikowcami Broni. Po drodze robimy promocje w jednym z orońskich sklepików, który znajduje się obok komendy. Łącznie na meczu melduje się 72 kibiców RKS- u i znaczna ilość cywili z Radomia. W noc poprzedzającą to spotkanie kilku naszych hools wybrało się na malowanie spreyami Szydłowca, a także budynku klubowego Szydłowianki i stadionu. Na drugi dzień czuliśmy się tam bardzo swojsko. Kibiców Szydłowianki stawiło się ok.40 osób z 3 flagami Na stadion wchodzą dopiero po nas, co jednaj nie pozwala uniknąć im konfrontacji, ponieważ 1 od nas z 3 innymi Broniarzami czeka na nich przed stadionem. Dochodzi do szarpaniny, którą przerywają psy. Podczas meczu trochę sobie nawzajem pobluzgaliśmy, oberwało się także Radomiakowi. W I połowie chamy rzucają ekstra dwustronną świecę dymną. W przerwie meczu Szydłowianka szarpie się z psiarnią na co my reagujemy głośnym "Zawsze i wszędzie...". Miejscowi dziękują nam brawami. Po chwili sytuacja odwrotna przy czym Szydłowiec wspiera nas okrzykiem "BROŃ RADOM". Nadchodzi 60 minuta meczu, sędzia z Radomia jawnie drukuje na naszą niekorzyść, część wiary wbiega po raz trzeci na boisko (przy okazji chcieliśmy ściągnąć miejscowym flagi) i wtedy następuje konkretny atak psiarni. Było ich zbyt dużo, aby konkretnie im się postawić nawet tak dobrą ekipą jaką dysponowaliśmy w tym dniu. Psy atakują nas z kilku stron, kopiąc leżących, oberwało także sporo cywili. Od strony "niebieskich" także kilku ucierpiało, jednak u nas straty są większe. Kibic ze starej gwardii ląduje w szpitalu na 3 dni (tam też ma wizytę policji), małolatowi złamali rękę, gdyż nie chciał oddać szalika, kilku naszych oberwało w tył głowy. Zaganiają nas do autokaru, w którym od razu zamykamy okna, słusznie przewidując, iż psy będą chciały potraktować nas gazem. Ogólnie mundurowi nastawiają się na krojenie nas z barw w trakcie awantury (chyba kolekcjonują czy jak?). Zdobyli w/w szal oraz kominiarkę zabraną przed meczem do depozytu. W tym miejscu kilka ciepłych słów należy się kibicom Szydłowianki. Podczas całej awantury wspomagali nas śpiewem, poszarpali się trochę z mundurowymi po swojej stronie, a podczas odjazdu długo bili brawa i skandowali "Broń Radom". Pozostając jedną z naszych największych kos, zdobyli sobie tego dnia w naszych oczach sporo szacunku i uznania. Zachowali się jak na prawdziwych kibiców przystało. Kilku naszych poturbowanych kibiców udało się na obdukcję lekarską, a następnie założyli niebieskim osłom sprawę w prokuraturze.

11.11.2000 Siarka Tarnobrzeg - Hutnik Kraków

Piłkarze Hutnika jechali do Siarki umocnić się w tabeli na pozycji lidera, zaś kibice mieli zamiar udowodnić miejscowym swoją dominacje obok Cracovii w tabeli chuliganów tej grupy ni ligi. Ciężko określić ilość Hutników w Tarnobrzegu. Przyjechał nabity autokar ok.60 osób, 2 busy 24 osobowe i samochód osobowy. Pod bramą przez cały mecz piło piwo i dopingowało HKS 3 starszych kibiców. Tak wiec liczba 120 firnów z Krakowa na pewno będzie wiarygodna. Z Krakusami umówiliśmy się w Łoniowie pod Tarnobrzegiem. Busem i osobówką pojechało 15 Broniarzy. Ekipa była naprawdę ekstra. Sami konkretni ludzie, a średnia wieku przekraczała 23 lata. W Tarnobrzegu wszystkie pojazdy tworzą kolumnę i eskortowane przez psy dojeżdżają do stadionu. W przyjściu jedynie kontrola osobista + wykrywacz metalu i już wbiegamy na stadion. Mecz zdążył się zacząć i pierwsza grupka, która pojawiła się na trybunach (ok.5 Broniarzy i 10 Hutników) atakuje Siarkowców stojących w pobliżu sektora dla gości. Panika na trybunie była ogromna. Kilkunastu hools goniło całą szerokością trybun tłum miejscowych! Policja z psami bez kagańców zaprowadziła porządek. Pojawiła się też brygada anty w moro i na czarno z "mieczami" Ogólnie mobilizacja sił porządkowych. Hutnik rozwiesił swoją wielką flagę "Hutnik 1950 Kraków" i drogą mniejszą. My natomiast powiesiliśmy 3 flagi: "Broniarze" "Broń 1926" i fan-clubu Borki. Co do Siarki. Ci wspaniali kibice swoją prezentacją wprawili wszystkich przyjezdnych w ogłupienie. Mieli fajną dużą flagę, zdobyczną Sokoła Nisko i rzucili pomarańczową świecę. Sporo też bluzgali na Hutnik. Natomiast co do ich młyna...?? Zbierali się przez całą I połowę. W końcu stanęli w ok.30 osób z czego aż 12 osób miało szale??? Szydłowianka czy Mazowsze Grójec mają lepsze ekipy. W przypadaku bezpośredniego starcia Broniarze będący na tym meczu "wciągnęli by nosem" tę całą Siarę. Wstyd jak cholera! Bardzo głośne bluzgi poleciały w czasie spotkania Radomiaka. Podobnie zresztą było w Iłży. Nasi ziomale bardzo nie lubią zielonych psów. Wszyscy wymieniliśmy się z Hutnikiem na szale i koszulki. Fantastycznie zachowali się piłkarze Hutnika po zakończeniu meczu. Zrobili "pad" na ziemię, przybili piątki i śpiewali razem z kibicami. W drodze powrotnej w okolicy cmentarza poleciały kamienie i Hutnik stracił l szybę. Kamień ugodził w twarz l z kibiców. Grupa pościgowa wróciła z niczym, gdyż miejscowi schowali się chyba w jakimś dole wśród grobowców. Policja zostawia kolumnę pojazdów przed stacją benzynową w Łoniowie. Tam też robimy sobie postój. Broniarze wynoszą l skrzynkę z browarem. Hutnicy 2 i rozdzielamy się. Policja na trasie przejmuje autokar Hutnika, którzy po spisaniu zostali puszczeni do Krakowa. Super mecz, super wyjazd i bardzo kompromitująca postawa Siarki. Dawno nie widzieliśmy tak małego młynka miejscowych podczas swoich wojaży. To cień dawnej I-ligowej ekipy. Pozdrowienia dla HKS- u za zaproszenie i atrakcje a także wydatną pomoc przy zakupie biletów.